Światu nie zabraknie takich jak ty
czwartek, 22.grudnia.2011, 15:19Naiwnie wylewać z siebie niemal piąty rok słowa.
poniedziałek, 19.grudnia.2011, 16:57Jak zatrzymać w sobie miłość, jak zatrzymać miłość obcą.
piątek, 21.października.2011, 17:18Każdy wie, że kwiat powinien być nieustannie pielęgnowany. Pozostawienie go bez światła i wody, spowodowałoby jego powolną agonię w ostateczności prowadząc do śmierci.
Ciężko patrzeć jak coś obraca się w ruinę, powoli traci ducha. Z dnia na dzień staje się coraz bardziej wiotkie, marnieje. Co gorsza jeżeli podmioty biorące w całym tym procesie udział, nie mają sił na dalszą pracę, brak im energii by naprawić wyrządzone szkody. Kumulują się złość, strach, poczucie bezsensu, smutek i pustka. Tym większa, gdy patrzysz jak ta druga strona również niedomaga, opada z sił. I nawet chcesz coś zrobić, pragniesz żeby było inaczej ale brak ci energii nawet na najlżejszy szept. Trwasz w fałszywych przekonaniach, że wszystko będzie dobrze. Śmiejesz się łzami. Kreujesz wokół siebie obraz niezmieniony od lat, jednak co jest jeszcze takie samo? Najlepiej ci, gdy leżysz kłębkiem na łóżku, gdy samotnie jesteś wolny od tego wszystkiego, ale przecież i tak jest źle, bo gdzie to wszystko zniknęło? Bajka w której istniałeś tyle czasu, bajka która miała być twoim życiem, która uciekła bo...
Sama tego chciałam?
Zbyt brutalnie to stwierdzać. Głupie myśli mnie nachodzą, znienawidzone. Tracę powoli ziemię. Jakże bym chciała znowu czuć się jak przedtem. Żyć spełnionymi marzeniami, łapać szczęście w dłonie każdego ranka, bez obaw, że kiedyś przeminie. Teraz nijak po prostu jesteśmy. Poczucie ohydy i beznadziei ogarnia nas z dnia na dzień coraz bardziej
a ja nadal cichutko w głowie Cię proszę, wytrzymaj.
Rozdarta wewnętrznie pytam: być albo nie być?
poniedziałek, 17.października.2011, 15:26Wciąż miotam się pomiędzy i tak nijak do niczego.
To lub to, tamto owamto. Ach już sił mi zabrakło!
Jedno większe drugie mniejsze. Ty wysoki ja niska.
Od dziś po kres nierówni sobie. Och znowu łza pryska.
Już nie jedno lecz dwa, zawstydzone i zakrwawione.
Czerwienią się wciąż chwalą, ale moje jest zielone.
Niezdarnie przepędzasz chmury. Już ciemne te obłoki.
We wnętrzu się kryją. O zedrzyj może z trzy powłoki.
Teraz kres lub bezkres, moja niepodjęta decyzja.
Strach grzechem, czyn strachem. Choć może to zwykła iluzja.
Co lekarstwem lub może trucizną? My wciąż nie wiemy.
Lecz nadal źle czekamy, by czas skleił nasze rany.
Dlaczego jestem taka surowa?
Może po prostu nie wiem nic o świecie. Za mało widziałam, przeżyłam, wycierpiałam, zbyt mało rzeczy rozumiem. Pewnie tak jest i będzie tego wszystkiego jeszcze więcej niż do tej pory. Jednak wszystko czego nie doświadczyłam jeszcze nadejdzie. Sądzę więc, że nie spisuje mnie to na jakiekolwiek straty i w pełni mogę się poczuć kompetentną do wypisywania tych wszystkich słów tutaj.
Więc dlaczego jestem taka surowa? Dlaczego wszystkich kwalifikuję do złych, gorszych lub zagubionych, a innych do kompletnych debili, którzy do końca życia powinni pokutować za swoją ślepotę?
Nic się nie zmieniło, wciąż kocham i nienawidzę z tą samą siłą. Tylko teraz czysta ohyda nie jest jedynie wytworzoną teorią, ona przeszła w stadium praktyki. Tym gorzej, że dotknęła sfer najbardziej mi intymnych.
Ludzie są źli dopóki nie spostrzegą, że popełniają błędy.
Wszyscy je popełniają tylko czemu one mnie tak dotykają, nawet jeśli popełniają je obcy ludzie. Ohyda jaka panuje wokoło jest nie do zniesienia. Wciągnięto mnie ostatnio do jakiegoś świata kompletnie mi do tej pory obcego, lecz niestety prawdziwego, kłócącego się z podstawowymi zasadami mojego dotychczasowego życia.
Kiedy nagle zderzamy się z okrucieństwem, o którym do tej pory słyszeliśmy tylko z telewizji, opanowuje nas poczucie przerażenia i bezsensu, ten świat też nas dotyczy! Trwamy w zdumieniu nie wiadomo jak długo, czujemy się samotni, odosobnieni. Tym bardziej jeśli nasza intymna sfera uczuć zostaje zakłócona i przedmioty, które niestety pozornie należały do naszego świata, są silnie powiązane z tym drugim, więzami niemal niezniszczalnymi. Tak więc zostajemy sami, bez nadziei na wyrwanie się z tego, bez możliwości ratunku siebie lub kogokolwiek, bo to narażałoby nas na utratę wiarygodności, samotnie w takim świecie wartość mamy tylko dla siebie.
Chociaż tę kwestę można jeszcze rozważyć.
Ratunku szukać nie będę. Mogę jedynie wybrać trwanie we własnych przekonaniach i starać się dalej kreować piękno wokół siebie lub też przyjąć zasady panujące na zewnątrz, dostosować się do ogółu, większości. Tak byłoby łatwiej…
ponieważ wstałam i postanowiłam zrobić coś dzisiaj.
Niektóre wydarzenia przywołują wiele wspomnień. Najzwyczajniej kojarzą się z czymś co już kiedyś się wydarzyło. Nie, nie mówię tu o Déjà vu, tylko o zwykłych codziennych sytuacjach. Przypomniałam sobie, jak kiedyś patrzyłam na świat, co było dla mnie ważne, a co nigdy nie zwróciłoby mojej uwagi..i jaki świat był dla mnie piękny. Teraz to wszystko jest za jakąś grubą, szklaną szybą, widzę to, ale nie potrafię do końca poczuć.
Najzwyczajniej zmieniamy się, jednak czy jeśli te zmiany są wywołane interwencją świata zewnętrznego, to czy jest to równie pozytywne?
...
Tęsknię za tym, za kolorami, dźwiękami, uśmiechami i łzami. Za wypatrywaniem tęczy i wyczekiwaniem na kolejny błysk błyskawicy.
I to wszystko jakoś się we mnie skryło. Brzydka ludzka rzeczywistość mnie pochłonęła. Nie ukrywam, ludzie są brzydcy. Zatraceni w swych bezsensownych codziennych czynnościach, pogoni za czymś co jest bezwartościowe. Przede wszystkim przez całe życie towarzyszy im ślepota.
A mi założono opaskę na oczy i wciągnięto do tego ubogiego świata. Choć nie powinnam oskarżać.
Winnych brak.
Miło jest usłyszeć siebie, poczuć miłość i te moje pamiętne chore fascynacje...
Nawet to nie przyniesie ci pewności
piątek, 6.maja.2011, 18:56